(Wstęp
do katalogu wystawy „Obrazy, obiekty, instalacje”
Waldemara Wojciechowskiego w Muzeum Narodowym w Szczecinie, listopad
2006 r.)
Katalog, [który trzymają Państwo w rękach]
stanowi część wystawy indywidualnej Waldemara Wojciechowskiego, zorganizowanej
przez Muzeum Narodowe w Szczecinie. Jej tytuł nawiązuje
do wystawy „Obrazy
i obrazy” w galerii Entazis. Jak pisze sam Wojciechowski
o pracach wtedy wystawianych: „Z jednej strony więc przedmiot
pokryty farbą, z drugiej
– klasyczna iluzja, obraz innej rzeczywistości, z trzeciej – kompozycja,
która wynika z własności samego medium, jak na przykład podziału
powierzchni, generowanego przez kształt płótna w unizmie Strzemińskiego.
Z jednej strony artefakt, z drugiej – ikoniczny znak rzeczywistości
spoza galerii, z trzeciej zaś wewnętrzne odwzorowanie pewnych właściwości
bryły na nią samą. (…) Wobec tak rozbudowanej konfrontacji semantycznej
jedynie obawa przed językowym przeszarżowaniem spowodowała, że wystawa
nie nosiła tytułu „Obrazy, obrazy i obrazy”.
Nie jest to jednak jedynie wydawnictwo towarzyszące,
lecz tak samo jak cała aranżacja przestrzeni galeryjnych, tak i układ,
łamanie tekstów czy dobór ilustracji są dziełem artysty.
Stanowi zatem przedłużenie i dopełnienie samej wystawy. Można nawet
powiedzieć, stosując poetycką metaforę, że białe karty katalogu są odbiciem
galeryjnych ścian. I to nie tylko dlatego, że artysta dostrzega problematyczność
tkwiącą, jak sam to określa, w „oryginalnej kopii” wobec
czego ilustracje i obiekty mogą nieść ładunek o podobnym natężeniu,
lecz przede wszystkim dlatego, że zarówno katalog jak i wnętrza
zostały potraktowane z podobną starannością i wrażliwością.
W obu sytuacjach pasują tu słowa Lecha Karwowskiego:
„Różnie wyglądają przedmioty Wojciechowskiego w rzeczywistości
galeryjnej, a jeszcze inaczej np. w plenerze. Jego działanie
zawsze pozostaje odpowiedzią na przestrzeń realną, w której
ma powstać. Jest to – trzeba zauważyć –
zawsze stosunek pozytywnie afirmujący tradycyjne miejsce pojawiania
się sztuki, czy to galerie, czy plenery”.
Dzięki temu – mimo, że oba elementy wzajemnie się
dopełniają
– mogą równie dobrze egzystować samodzielnie. Podobne stopniowe
przesuwanie w głąb (w kierunku od obserwatora ku nieskończoności)
punktów odniesień miało miejsce podczas cytowanej wystawy „Obrazy
i obrazy” w szczecińskiej galerii Entazis. Nieprzypadkowo
zebrane tu teksty dotyczą głównie tej właśnie wystawy. Owo przenoszenie
się widza z jednego poziomu na następny opisuje Leszek Knaflewski
proponując kolejne, coraz bardziej szczegółowe fazy odbioru zmieniające
się wraz ze wzrostem świadomości obserwatora. Przy czym ciągle mamy do
czynienia z tym samym obiektem. Jak pisze sam Wojciechowski: „Nie
ulega wątpliwości, że rzeczywistość faktycznie jest rodzajem continuum,
i sztuka tak bardzo się od niej pod tym względem nie rożni; widać
to choćby na przykładzie trudności, z jaką przychodzi ująć jej różnorodne
formy w zwarte formuły”.
W tym kontekście zostały umieszczone na jednej wystawie
(jak i w jednym katalogu) realizacje pochodzące z różnych
okresów twórczości artysty. Takie ich zestawienie umożliwia
nie tylko zapoznanie się z konsekwentną drogą poszukiwań i inspiracji,
ale także buduje nowy kontekst ich funkcjonowania, nie tylko ujawnia,
ale także kreuje nowe napięcia istniejące pomiędzy nimi. W takim
zestawieniu umożliwione zostało wytworzenie kolejnego pola rzeczywistości,
w którym poszczególne światy obrazów, obiektów
przestrzennych, instalacji złożyły się na wyższą (stopniując jak geologiczne
warstwice) realność wystawy, której obrazem (odbiciem)jest katalog
jej towarzyszący. I odwrotnie, dla katalogu trzymanego przez Państwa,
w którym znajdują się „oryginalne kopie” prac,
odbiciem jest wystawa. Mamy zatem do czynienia z sytuacją zwielokrotnienia
poszczególnych poziomów znaczeń zawartych w samych
dziełach, ale także w rzeczywistości bezpośrednio je otaczającej.
Obraz zostaje zwielokrotniony niczym w tak zwanej „kostce” Wojciechowskiego – z tym,
że tam powielana była rzeczywistość nieskończoności odbicia lustrzanego.
Tutaj natomiast mamy raczej do czynienia z obrazem wzajemnie wynikającym
jeden z drugiego, niczym we fraktalach Mandelbrota, z tym, że
oba (katalog i wystawa) dodatkowo wzajemnie się w sobie przeglądają.
top ^ |